Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kos. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 grudnia 2014
piątek, 14 listopada 2014
DIKEOS
Prolog czyli jak spławiłam potencjalną miłość mojego życia
Wrzesień 2014.Moja przedostatnia noc w Grecji. Wracam z Tilos na Kos. Tilos to taka mała wyspa,ze ciągle spotyka się te same osoby, chcąc nie chcąc stajemy się znajomymi z widzenia. Zauważyłam go już na promie, obudzona w środku nocy przez wsiadający na Nisyros tłum. Chyba był z laską. OK śpimy dalej. Potem jeszcze kilka razy na wyspie, w końcu na promie powrotnym na Kos. Wreszcie kiedy szukałam w nocy hotelu z ciężkim plecakiem na plecach, wyminął mnie znajomy z Tilos. Pewnie tu mieszka i wrócił do domu - myślę. Kiedy za kilka minut dowlokłam się do hotelu i zobaczyłam go meldującego się na recepcji, zaczęliśmy się głośno śmiać - i rozmowa potoczyła się jakbyśmy się znali od lat. Brazylijczyk, od trzech tygodni włóczący się po Grecji.SAM. Co tu dużo mówić, zajebisty!To musi być przeznaczenie :-D
"W którym pokoju mieszkasz? I ja i Ty podróżujemy sami, więc jakbyś chciała iść na miasto,daj znać" A ja na to : "wiesz co, sorry, no way - wstaję o 5.50 bo rano jadę na Dikeos" What's wrong with me???? Po 10 dniach samotnej podróży spławiłam super kolesia,żeby rano jechać w góry. Życie to sztuka wyborów; a ja byłam zdeterminowana,żeby rano wstać i zdobyć tą cholerną górę. Ech,na pewno w tym momencie minęłam się z moją połówką pomarańczy ( czy jabłka) i na zawsze pogrzebałam szansę na miłość aż po grób,hehehe.
Cóż,życie to nie amerykańska komedia romantyczna, a Dikeos sam się nie zdobędzie. Ale od początku.....( nie zmienia to faktu,że przez kilka dni rozkminiałam "co by było gdyby", baby są głupie)
Nie lubię Kos,sama nie wiem,dlaczego,coś mi tak nie pasuje. Po prostu....za płaska. Właściwie pośród pofalowanych pagórków wyłania się tylko jeden masyw – Mt Dikeos. Nie ma wyjścia, trzeba wejść.
"W którym pokoju mieszkasz? I ja i Ty podróżujemy sami, więc jakbyś chciała iść na miasto,daj znać" A ja na to : "wiesz co, sorry, no way - wstaję o 5.50 bo rano jadę na Dikeos" What's wrong with me???? Po 10 dniach samotnej podróży spławiłam super kolesia,żeby rano jechać w góry. Życie to sztuka wyborów; a ja byłam zdeterminowana,żeby rano wstać i zdobyć tą cholerną górę. Ech,na pewno w tym momencie minęłam się z moją połówką pomarańczy ( czy jabłka) i na zawsze pogrzebałam szansę na miłość aż po grób,hehehe.
Cóż,życie to nie amerykańska komedia romantyczna, a Dikeos sam się nie zdobędzie. Ale od początku.....( nie zmienia to faktu,że przez kilka dni rozkminiałam "co by było gdyby", baby są głupie)
Nie lubię Kos,sama nie wiem,dlaczego,coś mi tak nie pasuje. Po prostu....za płaska. Właściwie pośród pofalowanych pagórków wyłania się tylko jeden masyw – Mt Dikeos. Nie ma wyjścia, trzeba wejść.
Podejście pierwsze.
Na Kos trafiłam w maju 2013. W maju,bo było tanio, a ja chciałam złapać trochę słońca przed polskim "latem".Kiedy drugiego dnia z rzędu nie było spodziewanej przeze mnie "lampy" postanowiłam pojechać w góry.Co innego można robić na greckim zadupiu,kiedy nie ma pogody na plażowanie a do muzeum siłą mnie nie zaciągną.
Autobusem do Zipari,stamtąd stopem w kierunku wioski Zia. Ze stopa zostałam wysadzona jakieś 2 km przed wioską,ledwie wysiadłam - zaczęło kropić. Nic to, ubieram kurtkę, idę.
Autobusem do Zipari,stamtąd stopem w kierunku wioski Zia. Ze stopa zostałam wysadzona jakieś 2 km przed wioską,ledwie wysiadłam - zaczęło kropić. Nic to, ubieram kurtkę, idę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)